Narciarze produkują średnio 0,8-1,5 litra potu na godzinę intensywnego zjazdu – nawet przy ujemnych temperaturach. Brzmi dziwnie? W końcu na stoku panuje mróz. Ale organizm podczas jazdy pracuje na wysokich obrotach: mięśnie generują ciepło, a wiatrem schłodzona skóra nie nadąża odprowadzać wilgoci na zewnątrz. Jeśli pierwsza warstwa – czyli bielizna termoaktywna – nie radzi sobie z tym “zalewem”, pot zostaje przy ciele. I zaczyna się problem.
Co naprawdę robi bielizna termoaktywna na stoku?

fot. maisonsport.com
Bielizna premium to pierwszy element tzw. systemu “cebulowego”. Jej zadania:
- odprowadzenie wilgoci od skóry na kolejne warstwy (tam para może się ulotnić)
- utrzymanie suchości nawet przy intensywnym wysiłku
- izolacja termiczna bez przegrzania
- trwałość powyżej 100 prań (tańsza wytrzyma 20-30)
Premium oznacza materiały w rodzaju merino, poliestru o specjalnym splocie, ceny od 300 zł za komplet wzwyż. Zwykła bawełniana koszulka? Wchłania pot jak gąbka, wysycha godzinami – w -10°C mokry tors może doprowadzić do hipotermii w 15 minut. Statystyki GOPR pokazują, że w 2024 roku 35% interwencji na stoku wiązało się z wychłodzeniem, często przez błędy w ubraniu.
W Polsce nartami jeździ już ponad 4 miliony osób rocznie, a 42% kupuje bieliznę termoaktywną świadomie. To już nie niszowy gadżet – to podstawa bezpieczeństwa.

fot. walmart.com
Bielizna premium termoaktywna na narty – najważniejsze parametry
Kiedy przed kupnem przeglądasz metki sportowej bielizny, często natkniesz się na trzy główne opcje: syntetyk premium (polipropylen, poliester z dodatkami), wełna merino albo zwykła bawełna. Zrób szybki test: ściśnij materiał w garści – bielizna premium powinna błyskawicznie wrócić do kształtu, podczas gdy bawełna pozostaje pomarszczona. To pierwszy sygnał, że masz do czynienia z dobrym produktem.
Merino, syntetyk czy hybryda – co kryje się w metce?
Syntetyki premium typu Coolmax® czy Polartec Power Dry odprowadzają nawet do 1 500 g wilgoci na m²/24h, ważą ok. 150-180 g/m² i znoszą 200+ prań bez utraty właściwości. Merino w klasie 200-260 g/m² oferuje zakres od -10°C do +15°C, naturalnie hamuje bakterie (więc mniej zapachów) i przyjemniej przylega do skóry. Hybrydy łączą oba światy – merino w strefach kontaktu ze skórą, syntetyk na panelach wentylacyjnych. Bawełna? Chłonie pot, ciężko schnie, a na nartach to prosta droga do wychłodzenia.
Krój, szwy i detale, które decydują o komforcie
Oprócz składu liczy się konstrukcja: krój body-fit eliminuje fałdy pod kurtką, 4-kierunkowa elastyczność daje swobodę ruchu, a płaskie szwy flatlock nie obcierają ramion pod paskami plecaka. Premium to także odporność na promieniowanie UV (UPF 50+) i brak szwów w pachach czy na udach. Ceny? Syntetyki zaczynają się od 200-300 zł, merino od 400-600 zł, ale wyższa inwestycja zwróci się trwałością – zamiast kupować nowy komplet co sezon, jeden dobrze trzyma formę przez lata.

fot. southbeachofficial.com
Dobór bielizny do stylu jazdy, pogody i indywidualnych potrzeb
Samo kupisz najlepszą technicznie bieliznę z merino, ale wyjedziesz w niej na biegówki – i będziesz się piekł. Albo weźmiesz lekką syntetykę na skiturę w mroźny dzień – i zamarzniesz przy pierwszym postoju. Bo rzecz w tym, że parametry na metce to jedno, a dopasowanie do stylu jazdy i pogody to coś zupełnego innego.
Narty zjazdowe, skitury, biegówki – różne style, różne potrzeby
Na zjazdówkach wysiłek jest impulsowy – intensywny zjazd, potem stoisz na wyciągu. Tu syntetyk radzi sobie świetnie, bo szybko odprowadza pot i równie szybko schnie. Na skitury, gdzie męczysz się długo pod górę, a potem stoisz zmarznięty na szczycie? Merino albo hybryda – trzymają ciepło nawet wilgotne i nie śmierdzą po tygodniu w plecaku. Biegówki to ekstremum: lekki, wysoko oddychający materiał (często cienkie syntetyki z dodatkiem siateczek wentylacyjnych), bo wysiłek jest ciągły i intensywny.

fot. bearfoottheory.com
Temperatura i własna termika – tu się diabeł kryje
Osoba “wiecznie marznąca” powinna sięgnąć po grubsze merino (200-260 g/m²) i body-fit krój – zero luk, które puszczają zimno. Ktoś przegrzewający się? Cienki syntetyk (100-150 g/m²), luźniejszy krój, ewentualnie z panelami siateczkowymi. Przykłady:
- -5°C, Tatry, zjazdy: średni syntetyk typu Odlo Active Warm, body-fit
- -15°C, Alpy, skitura: grube merino 260 g/m² (Icebreaker, Devold), dopasowane
- 0°C, długa biegówka: ultra-lekki syntetyk z siatką na plecach
Warto testować – kupić dwa typy i sprawdzić, który pasuje do twojej termiki.
Od teorii do praktyki – jak świadomie kupować i używać bieliznę?
Masz już wiedzę – teraz czas przełożyć ją na konkretne działanie. Wybrać, kupić, przetestować i cieszyć się bielizną, która naprawdę działa.

fot. collegefashion.net
Checklista przed zakupem bielizny premium
Zanim klikniesz “dodaj do koszyka” albo pójdziesz do sklepu, przejrzyj szybko pięć punktów:
- Skład – sprawdź proporcje merino/syntetyk lub gramatury, by pasowały do Twojego stylu jazdy
- Krój i płaskość szwów – przymierz, zrób przysiad, unieś ręce – nic nie powinno uwierać
- Gramatura i przeznaczenie – lightweight do backcountry, midweight uniwersalnie, heavyweight na mrozy
- Polityka zwrotów – nawet najlepsza marka może po prostu nie pasować do Twojej sylwetki
- Oddychalność vs. ciepło – upewnij się, że parametry odpowiadają Twoim priorytetom
Jeśli sklep pozwala, zrób krótki “test ruchowy” – skłony, wykroki. Bielizna premium nie powinna się zwijać ani uciskać.

fot. perfectmoment.com
Co dalej? Użytkowanie dziś i trendy jutra
Dwa komplety to absolutne minimum – jeden na sobie, drugi suszy się w pokoju (merino schnie powoli, syntetyk szybciej). Pranie: 30°C, bez płynu do płukania, delikatne środki i suszenie płasko. Dobra bielizna przetrwa kilkaset prań, więc inwestycja na kilka sezonów.
A rynek? Dynamicznie rośnie. Sensory monitorujące puls i temperaturę, grafen wzmacniający włókna, recykling starych swetrów na nową przędzę, podgrzewane wkładki dla osób z problemami krążenia. Warto śledzić nowinki i nie bać się testować – kiedy znajdziesz swój komplet, stok stanie się o wiele przyjemniejszy.









0 komentarzy